Czego nauczyły mnie 4 lata włosomaniactwa ? | Kilka zasad świadomej pielęgnacji

Czego nauczyły mnie 4 lata włosomaniactwa ? | Kilka zasad świadomej pielęgnacji

Za kilka dni mój blog będzie miał 4 lata. Myślę że to odpowiedni czas ma pewne podsumowanie. Nie zliczę ile w ciągu tych lat kosmetyków przetestowałem, ile metod pielęgnacji wypróbowałam, ale doskonale już wiem czego się w tym czasie nauczyłam.

Aktualne zdjęcie włosów


Regularność


Bardzo ważna w świadomej pielęgnacji. Są produkty które trzeba stosować regularnie przez jakiś czas aby zobaczyć efekty. Bardzo dobrym przykładem są wcierki, suplementy, oleje ale także bardzo często maski. Na początku bardzo często zaniedbywałam tą złotą zasadę, przez co bardzo często nie widziałam poprawy, albo była po prostu słaba. Teraz już wiem że jak ważna jest systematyczność. Kiedy zaczynam jakąś kuracje pilnuje się aby stosować kosmetyk. A jeżeli chodzi o olejowanie to stosuję ten sam olej przez pewien czas aby sprawdzić jak działa.


Dążenie do celu


Nie można się poddawać i koniec. Wytrwałość we włososmaniactwie jest bardzo istotna. Na poprawę stanu włosów pracuje się wiele czasu, czasami nawet kilka lat. Warto wyznaczyć sobie cel i na niego pracować, aby zobaczyć później efekt. To wynagrodzi nam włożoną prace.

Stare zdjęcie

Trzeźwe myślenie


Kolejna bardzo znacząca zasada. W pielęgnacji nie potrzebna jest tona kosmetyków lecz trochę myślenia. Minimalizm może wręcz pomóc jeżeli będą to odpowiednio dobrane produkty.Dlatego warto jest testować nowości, ale należy zachować umiar. Wszystko na raz z pewnością nie pomoże. Tak samo jest w przypadku kiedy zaniedbamy podcinanie włosów. Końcówki zaczną się rozdwajać, kruszyć, przez co w dość szybkim tempie włosy zaczną się przerzedzać. Ja swoje końcówki podcinam regularnie, mniej więcej raz na 3 miesiące. Stąd też wywodzi się zasada regularności. Jak widać warto we włosomaniactwie zachować świadomość.
Stare zdjecie nr.2

Cztery lata minęły bardzo szybko :)



Totalna klapa - czyli krótka przygoda z kremem Alterry Winogrona i Biała herbata

Totalna klapa - czyli krótka przygoda z kremem Alterry Winogrona i Biała herbata

Mam kilka ulubieńców jeżeli chodzi o kremy do twarzy, mam na myśli na przykład krem Oillan regenerujący czy Hydroaktyny nawilżający. Chociaż przyznaje że lubię też kilka innych, a kolejne wciąż czekają na mojej liście zakupowej.Czasami jest jednak tak, że wchodzę do drogerii z myślą że dziś jest ten dzień, kiedy kupię coś nowego, zupełnie bez zaplanowania . Wynikiem tego bardzo często są nie tylko nie fajne kremy ale bardzo często też odżywki, szampony i wiele innych kosmetków. Tym razem jednak padło na krem na dzień firmy Alterra, którą swoja drogą cenie za kilka bardzo wartościowych kosmetyków.

Kosmetyki Alterry

Twierdziłam jeszcze do niedawna że Aterra jest jedną z tańszych firm z bardzo dobrymi, naturalnymi kosmetykami.Uwielbiam ich pomadki ochronne do ust. Pięknie pachną, świetnie nawilżają, co więcej na długo. Ich cena jest zadziwiająco niska a skład zaskakujący dobry. Podobnie jet z szamponami które moje włosy bardzo lubią szczególnie za delikatność i działanie pielęgnacyjne.Doskonale sprawdzała się u mnie też odżywka. A jedynym bublem był jak do te pory antyperspirant, który kompletnie się u mnie nie sprawdził.

Krem do skóry suchej

Moja cera jest mieszana, ma skłonności do przesuszania.Część twarzy jest tłusta, posiada przebarwienia, małe niespodzianki. Mimo wszystko w mojej pielęgnacji, głównie sięgam po produkty nawilżające. Szczególnie na dzień pod makijaż. Taki właśnie miał być ten krem. 


Nawilżający do skóry suchej,z  Bio masłem shea i kwasem hialuronowym. Według producenta dzięki produktowi nasza skóra miała " uzyskiwać cudownie świeży i lśniący wygląd" a sam krem miał  "wspomagać proces naturalnej regeneracji i  zapobiegać procesowi tworzenia się zmarszczek"


Co więc jest nie tak ?

Pierwsze co zauważyłam po otwarciu pudełka to przyjemna dla oka, bardzo higieniczna tubka. Po odkręceniu mały otwór, który idealnie dozuje ilość kosmetyku. I na tym kończą się plusy. Poczułam wręcz odór alkoholu. Sprawdziłam skład. Po kilku bardzo dobrych składnikach jest ! Najprostszy w świecie Alcohol. Tak, w kremie nawilżającym, wysuszający składnik. Prawda że bardzo logiczne ? Nałożyłam raz na twarz ale konsystencje miał straszna tępą, niby tłustą ale śmierdzącą. I na tym w sumie skończyło się testowanie.



Nauka

Coś jednak wartościowego ten krem miał. Nauczył mnie że nie warto ufać producentom kosmetycznym. Jak widać warto sprawdzać i analizować skład jeszcze w sklepie. Aby uniknąć przykrych niespodzianek. Moja nauczka była na szczęście tania. Kosmetyki Alterry są tanie, więc wiele nie straciłam. Ale gdybym wydała więcej, na pewno byłoby mi żal wydanych pieniędzy, tym bardziej ze kremu na pewno nie użyje. Nadaje się jak dla mnie tylko do kosza na śmieci. 

Kremu z pewnością nie polecam i przestrzegam Was aby sprawdzać składy ! 



Kilka miesięcy później

Kilka miesięcy później

Kilka miesięcy mnie tu nie było, trochę przez brak czasu, trochę przez brak weny. Ale z pewnością też dlatego że potrzebowałam czasu na swoje przemyślenia. Przez 3 lata mojej świadomej pielęgnacji dużo się zmieniło, wiem co moim włosom potrzebne, mniej więcej w jakich ilościach , ale wciąż moje włosy nie są takie jakie bym chciała.Wiem, że wymaga to cierpliwości, czasu, regularności. Ale w moim przypadku zawsze było tak, że gdy już widziałam postęp, znałam swoje włosy, coś nagle się psuło i cofałam się kilka kroków w tył. Ale to nie temat na dziś. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać jak wyglądają moje włosy aktualnie, po czasie mojej nieobecności.

Sierpień 

Ostatnie zdjęcie moich włosów opublikowane na moimi blogu, zostało zrobione pod koniec sierpnia. Wtedy właśnie ścięłam bardzo dużo włosów i ogromnie cieszyłam się z nowej fryzury. Niestety moje zadowolenie dość szybko zniknęło i zatęskniłam za długimi włosami.


Życie 

Od tego czasu, bardzo dużo rzeczy zmieniło się nie tylko w mojej pielęgnacji ale także i w życiu.
Po najdłuższych wakacjach w moim życiu, przebytej ospie - wprowadziłam się do Wrocławia. Chwile później w moim życiu pojawiła się Kicia, kto śledzi instagrama ten wie. Zaczęłam pierwszy rok studiów na Uniwersytecie Wrocławskim a także znalazłam prace w której czuję się dobrze. Chociaż przyznaje że spędzam w niej bardzo dużo czasu.


Włosomaniactwo

Zarówno praca jak i zaoczne studia, bardzo ograniczają mój wolny czas. Bardzo dużo straciła na tym moja pielęgnacja. Nie mam czasu na regularne używanie olei, laminowania, robienia płukanek, i wielu innych cudów, które kiedyś z ochotą testowałam. Ale wciąż uważam że umiem zadbać o swoje włosy i jestem w tym całkowicie świadoma. Po mimo że czasu mam mniej, nakładam maski, staram się czytać o włosach, czasami nakładam olej i często o nich myślę. W ciągu tych kilku miesięcy podcięłam włosy 3 razy. Co prawda, bardzo mało, o był to za każdym razem centymetr, dwa. Mimo wszystko, bardzo cieszę się że to zrobiłam i że zaczynam chociaż w podcinaniu być regularna.




Moim skromnym zdaniem widać różnice. A rosną jak na drożdżach, mimo że nie stosuje nic specjalnego na porost.


Wydaje mi się że idę dobrą drogą ! 


Moja przygoda z Kallosami

Moja przygoda z Kallosami

Już kilka lat temu zaczęłam swoją przygodę z maskami Kallos. Było to z 3 lata temu a na rynku było dostępnych ich zaledwie kilka. Bardzo sławną wersją była wtedy maska Latte. Mocno proteinowa, o przepięknym zapachu, wtedy jeszcze słabo dostępna, ale sprawiała cuda. Był to jeden z najbardziej proteinowych kosmetyków na rynku, ale wtedy jeszcze mało o tym pisano i ogólnie wiedziano. Pamiętam swoje szczęście, gdy w mieście obok udało mi dorwać małą wersje maski w sklepie fryzjerskim.


Maska była bardzo wydajna, pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne włosy były bardzo miękkie i błyszczące, ale szybko zauważyłam że maska na dłuższą metę robi mi krzywdę. Zaczęłam używać jej rzadziej. 
Prowadziłam wtedy dziennik włosowy, dokładnie spisywałam wnioski i użyte kosmetyki. W taki właśńie sposób przez jakiś czas uczyłam się relacji pomiędzy kosmetykami a moimi włosami.


Po mimo że kilka prób było nieudanych, maska zyskała miano dobrej maski i użwałam ją wtedy gdy widziałam że przyszedł czas. Po wersji proteinowej przyszedł czas na bardzo mało popularną maskę. Mowa tu o Kallos Frutta. Pierwsze co zauważyłam to inna konsystencja i przepiękny owocowy zapach. Maska jednak była za mało treściwa. Sprawdzała się tylko jako taka szybka odżywka po olejowaniu, jako maska bazowa do której dodawałam półprodukty i myjadło. Z jednej strony była przydatna i rzeczywiście zużyłamją,  nie została jednak ze mną na dłużej i nigdy więcej ponownie jej na pewno nie zakupię, w przeciwieństwie do Latte, którą cały czas mam gdzieś w pamięci.



Po dwóch pierwszych maskach, miałam długą przerwę. Testowałam wtedy maski Bingo Spa, i jakieś inne drogeryjne kosmetyki. O maskach Kallosa przypomniało mi się dopiero gdy zrobiło się głośno o nowościach. Z tego co pamiętam były to Banana, Chocolate, Keratin i Color. Postanowiłam zakupić maskę Banana w dużym opakowaniu. Maska typowo emolientowa, o pięknym zapachu, która kończę do dziś i nie mogę zużyć. Moje włosy bardzo ja lubią, w każdej postaci, czy ztuningowaną, czy jako do mycia, czy na 5 min czy na 20.


 Po przetestowaniu kilku masek Kallosa, mogę je jasno scharakteryzować. Maski mają przedwszystkim niskie ceny, duże pojemności, piękne zapachy a co najważniejsze działają. Wystarczy przetestować kilka aby znaleźć coś dla siebie. A wybór jest naprawdę ogromny. Ja na pewno przetestuję w przyszłości jeszcze kilka 😸 No ale maski Kallos to zna prawie każdy...
Polskie seriale które warto obejrzeć cz.2

Polskie seriale które warto obejrzeć cz.2

Witam Was serdecznie po długiej przerwie. Pomimo że obiecałam, nie miałam czasu pisać postów. Moje studia, pomimo że zaoczne, zajmują bardzo dużo czasu, praca która mimo że przyjemna, zajmuje ponad pół dnia. Na szczęście odnalazłam się w końcu w tym świecie 😁 i powracam do blogowania. Tym razem nic nie obiecuje, ale postaram się pisać w wolnych chwilach.  A dziś przychodzę do Was z kolejną częścią listy seriali na  które warto spojrzeć !


Komedia


39 i pół to moim zdaniem fajny serial familijny który powinien obejrzeć każdy. Niesamowicie śmieszne sceny a przy okazji wiele wartości rodzinnych. Historia toczy się w wielkim mieście, gdzie każdy biegnie za swoją karierą. W takim miejscu budzi się Darek, wielki fun muzyki rockowej. Tuż przed czterdziestką postanawia zmienić swoje życie. Postanawia wrócić do swojej żony, odnowić relacje z synem i zacząć tworzyć coś nowego. Więcej zdradzać nię będę, podpowiem tylko że serial ma 3 sezony które wciągają i przedstawiają losy głównego bohatera.  

Tomasz Karolak


Główny bohater to Darek, Darek Jankowski. W jego role wciela się Karolak który idealnie pasuje, Jest stworzony do tej roli. Zresztą jak zobaczycie w dalszej części tego tekstu, nie tylko do tej. Ale powracając do tematu. Każdy aktor jest dopasowany do scenariusza z niesamowitym zgodnością. Alan Andersa wciela się w role syna Darka, Daria Widawka w role żony, a Krzysztof Stelmaszyk w role Tomasz który nieźle zamiesza. No ale nie tylko on.

Blog 27, Afromental i Marina Łuczenko


Serial 39,5 oprócz dobrych aktorów i generalnie fajnej fabuły, charakteryzuje jeszcze jedna cecha - muzykalność. W odcinkach poznamy również artystów muzycznych. Oprócz Toli Szlagowskiej z zespołem blog 27 w 1 sezonie, Zespołu Afromental w drugim to także Marine Łuczenko. A dodatkowo kilka gościnnych występów, między innymi Włodeckiego. Na potrzeby serialu została też napisana słynna piosenka Darka - Anarchia ! Która na pewno wpada w ucho.




Tegeś śmeges

Kolejna pozycja na mojej liście to Niania. Cykl emitowany na antenie TVN. Tytułowa bohaterka, grana przez Agnieszkę Dygant została obdarzona niezwykłym głosem, bardzo śmiesznymi tekstami i ogromnym sercem. Serial napisany na podstawie amerykańskiego sitcomu, jest kilku sezonową porcją śmiechu. Jedni go kochają, inni nienawidzą i uważają za klapę, ale polecam skosztować.



Jak ja to widzę ? Dla mnie Frania jest zwariowaną, barwną postacią. Historia zaczyna się kiedy traci pracę i narzeczonego. Szuka swojego miejsca na świecie. Zagubiona tak jak większość ludzi w momencie takich wielkich zmian, szuka szczęścia i ostoi, czegoś pewnego. Oprócz pieniędzy na życie, tytułowa bohaterka szuka także miłości. Pukając od drzwi do drzwi, sprzedając kosmetyki, zupełnie przez przypadek Niani otwierają się drzwi do tego wszystkiego czego pragnie.


Typowe, tradycyjne rodziny


Nie mogło tu zabraknąć Rodzinki.pl i Ja to mam szczęście. Seriali typowo rodzinnych, które przedstawiają dość sielankowe życie polskich rodzin. Każdy odcinek składa się z kilkuminutowych skeczów, które bardzo przyjemnie się ogląda. I mimo że po pierwszych odcinkach nie byłam zadowolona, to po jakimś czasie wciągnęłam kilka odcinków na raz, i do dziś bardzo lubię zarówno pierwszy jak i drugi oglądać.


Tomasz razy 2


Wspominając o tych serialach, należy zauważyć że w obu serialach występuje wcześniej już wspomniany Tomasz Karolak. W Rodzince.pl gra role - głowy rodziny, ojca 3 chłopaków Boskich a w Ja to mam szczęście role drugoplanową, przyjaciela rodziny. I myślę że naprawdę potrafi to robić. Potrafi wejść w każda postać.


Tradycyjne i polskie


Nie mogłabym pominąć serialów takich jak: 13 posterunek i Miodowe lata. I w sumie nie mam za dużo na ich temat do powiedzenia. Świetne polskie sitcomy, które zna każdy !


To tyle na temat polskich seriali, jeżeli uważacie że jakiś pominęłam to koniecznie dajce znać w komentarzu. A jeżeli jeszcze nie czytaliście poprzedniego wpisu z tej serii to zapraszam - tutaj :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Z życia włosomaniaczki , Blogger