Moja playlista | Organek, Oddział Zamknięty, Taco Hemingway i Maria Peszek

Moja playlista | Organek, Oddział Zamknięty, Taco Hemingway i Maria Peszek

Czy Wy też tak macie że jak jakaś piosenka Wam się spodoba, to słuchacie jej bez przerwy ? Ja się tak czasami wciągnę że wręcz żyje tą muzyką ! Chciałabym więc przedstawić Wam kilka najczęściej słuchanych przez mnie piosenek. Jest to w bardzo dużej części muzyka podsłyszana w radiu ale nie tylko. Pewna część jest ze mną od dawna !

'I znowu noce są krótsze, I co raz więcej dnia"


Z pewnym zdjęciem, które pojawiło się na instagramie, kojarzy mi się tylko jedna piosenka:


Organek - Wiosna


"Wiosna wybuchła mi prostu w twarz" dosłownie ! Co prawda tak piękna pogoda szybko przeminęła, a na dworze zrobiło się wręcz okropnie, to ta piosenka wciąż jest moim hitem.

Polecam też ogromnie "Mississipi w ogniu" Warto posłuchać.



 

Pozostając w podobnym klimacie, posłuchajmy kolejnej piosenki :

Oddział zamknięty i "Obudź się"




Następnie przejdziemy do piosenki którą zna do słownie każdy i prawie każdy zna jej tekst :)

Czyli Happysad - "Zanim pójde "



W taki sposób przeszliśmy przez lekką część mojej playlisty, Przechodzimy teraz do tej mocniejszej kwesti:




Najlepszy blend jaki kiedykolwiek słyszałam ! Tylko mam nadzieję że socjologia mi coś da ! Nie tak jak w tekście "Quebonafide - Manekin ft. Hary"

"Następna stacja" czyli hit hitów !


I "Deszcz na betonie"


Zakończymy dość refleksyjną piosenka a mianowicie Maria Peszek i "Samotny tata".




Dajcie znać jeżeli podobają Wam się takie playlisty i koniecznie napiszcie czego wy słuchacie !




Najlepszy blend jaki kiedykolwiek słyszałam ! Tylko mam nadzieję że socjologia mi coś da ! Nie tak jak w tekście Quebonafide - Manekin ft. Hary



Najlepszy blend jaki kiedykolwiek słyszałam ! Tylko mam nadzieję że socjologia mi coś da ! Nie tak jak w tekście Quebonafide - Manekin ft. Hary
 Najlepszy blend jaki kiedykolwiek słyszałam ! Tylko mam nadzieję że socjologia mi coś da ! Nie tak jak w tekście Quebonafide - Manekin ft. Hary 
























Zostając przy podobnym klimacie, posłuchajmy następnej piosenki:






Najlepszy blend jaki kiedykolwiek słyszałam ! Tylko mam nadzieje że socjologia mi coś da.

Co oznaczają moje mieszana uczucia do olejku Loton Oil Therapy ?

Co oznaczają moje mieszana uczucia do olejku Loton Oil Therapy ?

Kupiłam ten olejek już pewien czas temu. Nawet wydaje mi się że było to bardzo dawno temu. Próbowałam stosować na końcówki po myciu, ale jakimś cudem był dla nich za ciężki.Co jest jak najbardziej dziwne. Od zawsze stosowałam olejki na końcówki, i to nawet w czystej postaci, czy to olej kokosowy czy olej jojoba. No coż, jakiś czas później o nim całkowicie zapomniałam. Natknęłam się na niego jakoś niedawno podczas porządków i postanowiłam mu dać drugą szanse. Jak mu poszło ?


Olejowanie

Na końcówki ponownie się nie sprawdził, ale postanowiłam nim naolejować włosy. Nałożyłam go na długość na 2 godziny, następnie szampon, potem maska. I wiecie co ? On naprawdę dał rade ! Gdy włosy wyschły, wyglądały wręcz świetnie. Pokombinowałam kilka razy i mam pewność że to on - mój nowy ulubiony olejek do włosów !


Loton

O firmie Loton słyszałam  już kiedyś. Pamiętam ich jedwabie do włosów - pomagały mi rozczesywać włosy, ale to było już dawno, jeszcze przed blogiem. Były też nabłyszczacze, i kilka innych kosmetyków w sprayu. Bardzo często były sezonowo w jakiś marketach. Olejki to jakaś w miarę nowa seria. Do kupienia z pewnością w Rossmanie za stosunkowo średnią cenę czternastu złoty z groszami za 125 ml !



Jak używać ?

Producent poleca cztery sposoby. Pierwszy, do olejowania czyli tego co moim włosów pasuje najbardziej. Drugi sposób czyli nakładanie na suche końcówki, co mi absolutnie się nie sprawdziło. Trzeci sposób zużycia produktu jako olejku do masażu, a czwarty to zastosowanie po kąpieli. Wypróbowałam olejek tylko na 2 sposoby. Co prawda jeden to niewypał, ale do ciała mógłby się sprawdzić, o ile nie pozapychałby skóry. Do ciała zresztą w moim przypadku o wiele lepiej sprawdza się olej kokosowy !



Skład



Na pierwszym miejscu zamiast olejku arganowego - olej słonecznikowy. Na 3 miejscu obiecany olej arganowy. A w składzie oprócz tego 2 zupełnie nie znane mi składniki - Caprylic i Tocopheryl Acetate. Po sprawdzeniu, składnik pierwszy może sprzyjać powstawaniu zaskórników, ale także tworzy pewnego rodzaju film np.na włosach. Teraz już wiem skąd to oblepienie końcówek.

Podsumowanie


Moje mieszane uczucia wynikają z tego że miał być to wielofunkcyjny kosmetyk. Kupiłam go z zamiarem stosowania na końcówki, ale nie jest do tego przydatny. Jedyny co mogę z nim zrobić, to olejować włosy, do tego sprawdza się doskonale.











Maska na każdą kieszeń | Ziaja kakaowa

Maska na każdą kieszeń | Ziaja kakaowa

Kiedy zaczynałam moją walkę o zdrowe włosy Ziaja miała dość ograniczony asortyment, a na rynek wchodziły właśnie nowe serie do włosów - Kakaowa i Oliwkowa. Zachęcona zapachem tej pierwszej, kupiłam wtedy szampon i odżywkę. Kosmetyki pachniały pięknie a ja zastanawiałam się nad kupnem maski. Zakupiłam oliwkową czyli regenerującą i z tego co pamiętam była to moja pierwsza maska do włosów. Jeżeli ktoś śledzi mojego bloga to pewnie czytał już zresztą moją opinie na jej temat.

Maska wygładzająca

Wiele czasu później zachęcona dobrym efektem po masce oliwkowej, zdecydowałam się na maskę kakaową. Jak już wcześniej wspominałam cała seria cudownie pachnie, a kupić je można w każdym sklepie Ziaji, ale także w mniejszych drogeriach osiedlowych. Ale to nie wszystko, maska ma 200 ml i kosztuje 7 zł. I wcale mnie to nie dziwi, kosmetyki Ziaji są naprawdę tanie.


A jak działanie ?

Maska ma bardzo przyjemną konsystencje, porównałabym ją do budyniu. Producent zaleca nałożyć ją na około 5 minut. Tak też robiłam. I muszę przyznać że nie jest to tak treściwa maska jak wersja oliwkowa. Maska kakaowa jest o wiele lżejsza, nie obciąża moich włosów. Rzeczywiście wygładza ale nie jest to "efekt Wow". Nie nazwałabym jej też nawilżającą ani regenerującą. A obietnice producenta nie zostały do końca z pewnością spełnione. Podsumowując, jest to całkiem przyjemna maska, jednak moje włosy potrzenują czegoś bardziej treściwego.


Z pewnością sprawdza się jako odżywka, kiedy nie potrzebujemy niczego odżywczego, ale maską na pewno bym jej nie nazwała. Podoba mi się jej działanie po olejowaniu, jest lekka więc nie obciąża dodatkowo moich włosów. Ale co prawda, odżywki Kallos działają u mnie tak samo.


Wciąż szukam maski idealnej, jeżeli macie jakieś do polecenia, to dajcie znać ! Może maski Anwen ? Co o nich sądzicie ?

Niedziela dla włosów | Loton, Bioxine i Organic shop

Niedziela dla włosów | Loton, Bioxine i Organic shop

Są czasami takie dni, kiedy mam więcej czasu na pielęgnacje. I to był właśnie jeden z takich dni. Spokojnie nałożyłam olej i miałam czas potrzymać go na włosach, zrelaksować się, z kubkiem herbaty i książką.

Czego użyłam ?





Wciąż mam bardzo mieszane uczucia do olejku arganowego Loton, dlatego postanowiłam dać mu szanse w olejowaniu. Nałożyłam go na całą długość włosów i trzymałam dwie godziny. Następnie umyłem dokładnie włosy szamponem Bioxine. A na koniec zastosowałam na kilka minut odżywkę Organic Shop, która swoją jest rewelacyjna. Póki co mam dwie ich odżywki i naprawdę działają. Po spłukaniu odżywki, czułam  że moje włosy są zadowolone a przede wszystkim nawilżone, na czym bardzo mi zależało. 




Co potem ? 

Gdy włosy podeschły, zastosowałam odżywkę Mariona - ocet z malin i  serum Chi - Tea Tree oil. Takie zestawienie stosuje za każdym razem. Odżywkę na długość, serum czy olejek na końcówki. Kiedy jest to niewystarczające stosuje też OleoKrem od Biovax, ale tym razem nie było to potrzebne. Po pielęgnacji końcówek, wzięłam się za rozczesywanie i użyłam do tego mojej nowej ulubionej szczotki z naturalnego włosia dzika z Ellite.



Co myślę ? 

Tak prezentowały się moje włosy po rozczesaniu. Nawilżone, sypkie a jednocześnie miały też objętość. Nie wiem jeszcze dokładnie, ale myślę że duży udział miała tu zakwaszająca odżywka od Marion. Na pewno dam Wam jeszcze znać !  Z tej niedzieli jestem bardzo zadowolona :)


Czego nauczyły mnie 4 lata włosomaniactwa ? | Kilka zasad świadomej pielęgnacji

Czego nauczyły mnie 4 lata włosomaniactwa ? | Kilka zasad świadomej pielęgnacji

Za kilka dni mój blog będzie miał 4 lata. Myślę że to odpowiedni czas ma pewne podsumowanie. Nie zliczę ile w ciągu tych lat kosmetyków przetestowałem, ile metod pielęgnacji wypróbowałam, ale doskonale już wiem czego się w tym czasie nauczyłam.

Aktualne zdjęcie włosów


Regularność


Bardzo ważna w świadomej pielęgnacji. Są produkty które trzeba stosować regularnie przez jakiś czas aby zobaczyć efekty. Bardzo dobrym przykładem są wcierki, suplementy, oleje ale także bardzo często maski. Na początku bardzo często zaniedbywałam tą złotą zasadę, przez co bardzo często nie widziałam poprawy, albo była po prostu słaba. Teraz już wiem że jak ważna jest systematyczność. Kiedy zaczynam jakąś kuracje pilnuje się aby stosować kosmetyk. A jeżeli chodzi o olejowanie to stosuję ten sam olej przez pewien czas aby sprawdzić jak działa.


Dążenie do celu


Nie można się poddawać i koniec. Wytrwałość we włososmaniactwie jest bardzo istotna. Na poprawę stanu włosów pracuje się wiele czasu, czasami nawet kilka lat. Warto wyznaczyć sobie cel i na niego pracować, aby zobaczyć później efekt. To wynagrodzi nam włożoną prace.

Stare zdjęcie

Trzeźwe myślenie


Kolejna bardzo znacząca zasada. W pielęgnacji nie potrzebna jest tona kosmetyków lecz trochę myślenia. Minimalizm może wręcz pomóc jeżeli będą to odpowiednio dobrane produkty.Dlatego warto jest testować nowości, ale należy zachować umiar. Wszystko na raz z pewnością nie pomoże. Tak samo jest w przypadku kiedy zaniedbamy podcinanie włosów. Końcówki zaczną się rozdwajać, kruszyć, przez co w dość szybkim tempie włosy zaczną się przerzedzać. Ja swoje końcówki podcinam regularnie, mniej więcej raz na 3 miesiące. Stąd też wywodzi się zasada regularności. Jak widać warto we włosomaniactwie zachować świadomość.
Stare zdjecie nr.2

Cztery lata minęły bardzo szybko :)



Totalna klapa - czyli krótka przygoda z kremem Alterry Winogrona i Biała herbata

Totalna klapa - czyli krótka przygoda z kremem Alterry Winogrona i Biała herbata

Mam kilka ulubieńców jeżeli chodzi o kremy do twarzy, mam na myśli na przykład krem Oillan regenerujący czy Hydroaktyny nawilżający. Chociaż przyznaje że lubię też kilka innych, a kolejne wciąż czekają na mojej liście zakupowej.Czasami jest jednak tak, że wchodzę do drogerii z myślą że dziś jest ten dzień, kiedy kupię coś nowego, zupełnie bez zaplanowania . Wynikiem tego bardzo często są nie tylko nie fajne kremy ale bardzo często też odżywki, szampony i wiele innych kosmetków. Tym razem jednak padło na krem na dzień firmy Alterra, którą swoja drogą cenie za kilka bardzo wartościowych kosmetyków.

Kosmetyki Alterry

Twierdziłam jeszcze do niedawna że Aterra jest jedną z tańszych firm z bardzo dobrymi, naturalnymi kosmetykami.Uwielbiam ich pomadki ochronne do ust. Pięknie pachną, świetnie nawilżają, co więcej na długo. Ich cena jest zadziwiająco niska a skład zaskakujący dobry. Podobnie jet z szamponami które moje włosy bardzo lubią szczególnie za delikatność i działanie pielęgnacyjne.Doskonale sprawdzała się u mnie też odżywka. A jedynym bublem był jak do te pory antyperspirant, który kompletnie się u mnie nie sprawdził.

Krem do skóry suchej

Moja cera jest mieszana, ma skłonności do przesuszania.Część twarzy jest tłusta, posiada przebarwienia, małe niespodzianki. Mimo wszystko w mojej pielęgnacji, głównie sięgam po produkty nawilżające. Szczególnie na dzień pod makijaż. Taki właśnie miał być ten krem. 


Nawilżający do skóry suchej,z  Bio masłem shea i kwasem hialuronowym. Według producenta dzięki produktowi nasza skóra miała " uzyskiwać cudownie świeży i lśniący wygląd" a sam krem miał  "wspomagać proces naturalnej regeneracji i  zapobiegać procesowi tworzenia się zmarszczek"


Co więc jest nie tak ?

Pierwsze co zauważyłam po otwarciu pudełka to przyjemna dla oka, bardzo higieniczna tubka. Po odkręceniu mały otwór, który idealnie dozuje ilość kosmetyku. I na tym kończą się plusy. Poczułam wręcz odór alkoholu. Sprawdziłam skład. Po kilku bardzo dobrych składnikach jest ! Najprostszy w świecie Alcohol. Tak, w kremie nawilżającym, wysuszający składnik. Prawda że bardzo logiczne ? Nałożyłam raz na twarz ale konsystencje miał straszna tępą, niby tłustą ale śmierdzącą. I na tym w sumie skończyło się testowanie.



Nauka

Coś jednak wartościowego ten krem miał. Nauczył mnie że nie warto ufać producentom kosmetycznym. Jak widać warto sprawdzać i analizować skład jeszcze w sklepie. Aby uniknąć przykrych niespodzianek. Moja nauczka była na szczęście tania. Kosmetyki Alterry są tanie, więc wiele nie straciłam. Ale gdybym wydała więcej, na pewno byłoby mi żal wydanych pieniędzy, tym bardziej ze kremu na pewno nie użyje. Nadaje się jak dla mnie tylko do kosza na śmieci. 

Kremu z pewnością nie polecam i przestrzegam Was aby sprawdzać składy ! 



Kilka miesięcy później

Kilka miesięcy później

Kilka miesięcy mnie tu nie było, trochę przez brak czasu, trochę przez brak weny. Ale z pewnością też dlatego że potrzebowałam czasu na swoje przemyślenia. Przez 3 lata mojej świadomej pielęgnacji dużo się zmieniło, wiem co moim włosom potrzebne, mniej więcej w jakich ilościach , ale wciąż moje włosy nie są takie jakie bym chciała.Wiem, że wymaga to cierpliwości, czasu, regularności. Ale w moim przypadku zawsze było tak, że gdy już widziałam postęp, znałam swoje włosy, coś nagle się psuło i cofałam się kilka kroków w tył. Ale to nie temat na dziś. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać jak wyglądają moje włosy aktualnie, po czasie mojej nieobecności.

Sierpień 

Ostatnie zdjęcie moich włosów opublikowane na moimi blogu, zostało zrobione pod koniec sierpnia. Wtedy właśnie ścięłam bardzo dużo włosów i ogromnie cieszyłam się z nowej fryzury. Niestety moje zadowolenie dość szybko zniknęło i zatęskniłam za długimi włosami.


Życie 

Od tego czasu, bardzo dużo rzeczy zmieniło się nie tylko w mojej pielęgnacji ale także i w życiu.
Po najdłuższych wakacjach w moim życiu, przebytej ospie - wprowadziłam się do Wrocławia. Chwile później w moim życiu pojawiła się Kicia, kto śledzi instagrama ten wie. Zaczęłam pierwszy rok studiów na Uniwersytecie Wrocławskim a także znalazłam prace w której czuję się dobrze. Chociaż przyznaje że spędzam w niej bardzo dużo czasu.


Włosomaniactwo

Zarówno praca jak i zaoczne studia, bardzo ograniczają mój wolny czas. Bardzo dużo straciła na tym moja pielęgnacja. Nie mam czasu na regularne używanie olei, laminowania, robienia płukanek, i wielu innych cudów, które kiedyś z ochotą testowałam. Ale wciąż uważam że umiem zadbać o swoje włosy i jestem w tym całkowicie świadoma. Po mimo że czasu mam mniej, nakładam maski, staram się czytać o włosach, czasami nakładam olej i często o nich myślę. W ciągu tych kilku miesięcy podcięłam włosy 3 razy. Co prawda, bardzo mało, o był to za każdym razem centymetr, dwa. Mimo wszystko, bardzo cieszę się że to zrobiłam i że zaczynam chociaż w podcinaniu być regularna.




Moim skromnym zdaniem widać różnice. A rosną jak na drożdżach, mimo że nie stosuje nic specjalnego na porost.


Wydaje mi się że idę dobrą drogą ! 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Z życia włosomaniaczki , Blogger